Fit or not to fit, oto jest pytanie.

Pamiętacie wpis “Miało być na luzie…”? Pisałem tam o tym, że już czas na policzenie kcal itd. Szczerze? Nie wyszło nam. Skończyło się na dokonaniu obliczeń makro. Minęło parę dobrych tygodni i znów do tego wracam….

Przez te kilka tygodni sylwetkowo i wagowo zmieniło się niewiele i u mnie jak i u Pat. Chcieliśmy jeść zdrowo, uprawiać sport, czuć się dobrze i przede wszystkim schudnąć. Wszystko się udało 🙂 Pat wchodzi już w swoje ciuchy z magicznej skrzynki “jak schudnę”, ja nie mam już gigantycznej opony i nawet nie mam już nadwagi. Czujemy się świetnie, bieganie i treningi stały się naszym chlebem powszednim, jemy super smaczne zdrowe jedzenie, tu akurat zasługa Pat, która złapała bakcyla na gotowanie i pieczenie zdrowych przysmaków. Czego chcieć więcej?

Pat ciągle narzeka na swoje plecy i chciałaby mieć bardziej umięśnione pośladki (teraz wtrąca że ręce też mają wiele do życzenia), a mi się nie podoba mój brzuch i marzy mi się “żyłka” na bicepsie. W sumie moje nogi też powinny zyskać parę cm w obwodzie. A jak widać, przez te kilka tygodni na naszym zdrowym jedzeniu i treningach nic nie zyskaliśmy. Skończyła się nasza dobra passa chudnięcia, niestety dietetyczka Pat, w sumie to też dwa razy u niej byłem, nie wykazała się jakimiś zmianami w diecie, właściwie to od dłuższego czasu większość zmian jest po naszej stronie. Dała nam za to dietę oczyszczajaca (na tydzień) same warzywa i owoce. Dla kobiety, która pracuje umysłowo i do tego 6-7 razy w tygodniu ciężko trenuje i dla chłopa ważącego 90kg, pracującego fizycznie i również ciężko trenującego, chyba nie bardzo ta dieta! Może geniuszem dietetyki nie jestem, ale kot by zdechł, a my to się za głowy łapaliśmy. Zrezygnowaliśmy z usług dietetyczki i postanowiliśmy wziąć sprawy w swoje ręce.

Jak to u nas bywa, rozmowy o liczeniu kcal trwają już około tygodnia. Mamy, w każdym bądź razie, policzone zapotrzebowanie i podział na makro. Podejdziemy do tematu dość “kulturystycznie” i spróbujemy na sobie metody Piotra Głuchowskiego, który osobiście mi tą wiedzę przekazał :). Jedyne co zmienimy to pozwolimy sobie na 10% szaleństwa, a mianowicie, jeżeli ja mam do spożycia ok 3000 kcal dziennie to 300 kcal zjem lub wypije w postaci np. marsa czy mega słodkiej mrożonej kawy. Tak, żeby nie zwariować. Pat nie wiem jeszcze co będzie podjadać w ramach swoich 10%, ale kebaba w to niestety nie zmieści :P.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *