Coś o imprezach, oczywiście biegowych…

Przeglądanie kalendarza biegowego jest u nas normą. Ostatnio pod wpływem serialu „Most nad Sundem”, zacząłem szukać biegu przez ten most, trafiłem na stronę z biegami przez różne mosty na świecie. To pchnęło mnie w świat biegowych marzeń. Zacząłem myśleć o nocnym półmaratonie we Wrocławiu, który cholernie mi się marzy, kolejno o biegu w sobotę, jednym z cyklu Kaszuby biegają. Tak właśnie pojawił się pomysł o tym wpisie.

Półmaraton we Wrocławiu to podobno jedna z piękniejszych imprez biegowych. Faktycznie zdjęcia podświetlonych nocą mostów, pełnych biegaczy, robią niesamowite wrażenie. W tym roku nie zdążyłem się zapisać więc pozostał on w strefie marzeń ;). Dlaczego chwile później pomyślałem o biegu na Kaszubach? Chyba stworzyłem sobie kontrast w głowie, ciche leśne ścieżki przy jeziorze, garstka biegaczy (300-400?), kontra tłumy w wielkim oświetlonym nocą mieście. Różnorodność biegów jest niesamowita. A lista tych, które chciałbym zaliczyć z Pat jest coraz dłuższa.

Każdy inny, każdy ma w sobie coś co uwielbiam np. Bieg nocny świętojański u nas w Gdyni, koniecznie bez słuchawek, aby w ciszy słyszeć tupot tysiąca butów biegaczy. Półmaraton też w Gdyni, masa kibiców, świetna impreza. Bieg urodzinowy Gdyni, przy ul. Świętojańskiej grupy uczniów z różnych szkół kibicujące. Bieg do źródeł w Gdańsku, jako typowy bieg rodzinny z masą atrakcji dla rodzin z dziećmi, urzekł naszą całą rodzine. Iglotex bieg na 15 km, cisza, leśny spokój i przepiękna malownicza trasa przy jeziorach. Kolbudzka dycha, prawdziwe wyzwanie dla samego siebie, podbieg za podbiegiem, podbiegiem popychany. No i wisienka na torcie : Wings for life, goniąca mnie meta, coś pięknego!

Jak widzicie bieg, biegowi nie równy. W każdym jest coś pięknego, albo biegniesz z tłumem, albo walczysz sam ze sobą, albo meta Cię goni. Osobiście lepiej się czuje w tych masowych, kibice zawsze dodają mi energii i czuć klimat całej imprezy. A moim faworytem cały czas jest Wings for life, pare lat temu byliśmy z Pat, bieg w Poznaniu, tłumy ale to wielkie tłumy ludzi, miałem wrażenie, że wszystko dookoła żyje tym biegiem, świat zniknął, jest wyścig! Dlaczego wyścig? Otóż bieg nie ma określonego dystansu, Twój dystans kończy się tam gdzie złapie Cię meta. Jakiś czas po starcie biegaczy rusza samochód, który jest metą jak Cię dogoni kończysz. Wyobraźcie sobie biegniecie szesnasty kilometr, a gdzieś zza waszych pleców dochodzą krzyki „jedzie!!!”. Uwierzcie mi, przed żadną metą takiego speeda nie dostałem jak wtedy ;). Warto wystartować nawet jeżeli dopiero zaczynacie.

Tak bardzo uwielbiam imprezy biegowe, że mógłbym startować co tydzień. Kto jeszcze nie startował, zachęcam! Pamiętajcie, że nie każdy start to walka o życiówkę, biegamy bo kochamy to robić, więc niech i na przyjemności będzie tu miejsce.

Mich

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *