Treningi do WA Gdynia 2020

Od początku roku mieliśmy przyjemność brania udziału w oficjalnych treningach do mistrzostw świata w półmaratonie. Trening zorganizowany przez eobuwie.pl i Asics, prowadzony był równocześnie w różnych miastach Polski, my oczywiście trenowaliśmy w Gdyni 🙂 .

Treningi prowadzili jedni z czołowych polskich biegaczy tj. Piotr Suchenia (IG @runpassion), Iwona Suchenia (IG @iwona_suchenia_trainer_running) i Marcin Richert. Sprawdźcie ich sukcesy :). Niezłe biegowe świry 😉. Treningi odbywały się co niedzielę o godzinie 9:00, osób było dużo więc trenerzy dokonali podziału na trzy grupy: zaawansowaną (biegali z prędkością światła), średnio-zaawansowaną i ładniejszą :). Na pierwszych treningach biegałem razem z ładniejszą, chciałem uczestniczyć w tym z Pat, z drugiej strony wydawało mi się, że nie jestem dość dobry, aby iść do grupy średnio-zaawansowanej. Jednak zaryzykowałem i ruszyłem wraz z Marcinem, który ją prowadził. Nie było tak źle jak myślałem, właściwie to było dobrze, a nawet bardzo dobrze.

8 treningów, bo dokładnie na tylu byliśmy. Czy coś nam dały? Czy czegoś się nauczyliśmy? Zacznijmy od rzeczy podstawowej wśród osób trenujących, nie tylko biegaczy. Rozgrzewka. Potrafić się rozgrzać – potrafimy, jednak oprócz startów rzadko co przykładaliśmy do tego uwagę. I tak właśnie dzięki treningom odkryłem, ile daje dobrze zrobiona rozgrzewka. Szczególnie szybkie przebieżki w ramach rozgrzewki mnie przekonały. Po kilku takich strzałach podczas treningu właściwego czułem się bardziej “sprężysty?”. W każdym bądź razie rozgrzewam się teraz porządnie przed każdym treningiem, chyba, że jest to klasyczna piątka po lesie w lekkim truchciku z psami. Oprócz rozgrzewki, która jest już częścią treningu, nauczyłem się dzielić swój trening, rozgrzewka, część właściwa, schłodzenie. Wcześniej część właściwa zaczynała się za drzwiami domu i tam też kończyła. Zauważyłem, że biegnąc 2-3 km rozgrzewające jestem nadal w stanie zrobić trening właściwy, dodatkowo późniejsze schłodzenie 2-3 km przychodziło równie łatwo. Co za tym idzie, zwiększamy dystans, czy czas pracy naszego organizmu z samymi korzyściami. Jesteśmy rozgrzani, więc mniej podatni na kontuzje i bardziej przygotowani do treningu, później “uspokojeni”, nie wpadamy do domu z jęzorem na wierzchu, i dodatkowo mamy parę kilometrów więcej. Więc teraz, również dzielę trening na części. Dużo czytałem o treningach biegowych, i tyle o ile podbiegi, czy interwały zdarzało mi się robić, tak całej reszty ciekawych rozwiązań nie. Tu cieszę się, że trenerzy pokazali różne metody treningowe. Aktywny cross czy bieganie w naprzemiennym tempie różnych dystansów. Szczerze mówiąc teraz, po tych ośmiu tygodniach widzę jak wielki progres poczyniłem. Kiedyś schudłem parę kg i zacząłem szybciej biegać, utracie wagi przypisałem swój sukces. W tym utkwiłem, zejdę z 90kg będę biegał szybciej, a tu taka niespodzianka. Pogrzebałem, trochę w zeszłorocznych biegach i najlepsze tempo na dystansie 10km to 5:11, teraz 4:45. Jestem w szoku. Na ostatnim treningu do WA Gdynia na dystansie 15 km średnia wyszła mi 4:59, na 11 km utrzymałem 4:47. Naprawdę nie spodziewałem się takiej zmiany.

Jako ciekawostkę dodam tylko, że dzięki organizatorom mieliśmy możliwość zrobienia fajnych badań w sklepie e-obuwie, badaliśmy technikę biegu w zwolnionym tempie, ruch stopy i dobieraliśmy odpowiednie obuwie, oczywiście marki Asics 🙂 Jeden model buta bardzo mi podpasował, był wygodny, miał fajną amortyzację i przy tym nie tracił energii. Wszystko było w nim super jeżeli chodzi o komfort biegu, ale…. był tak brzydki, że nie.. Gwiazdy mojego formatu nie mogą się w takim pokazywać 😛 (hahaha). Następnego dnia była możliwość testu obuwia, na treningu, świetna opcja! But mnie jeszcze bardziej przekonał, jednak koloru nie zmienił :).

Z tego miejsca chciałbym podziękować trenerom i organizatorom za to, że jestem teraz bardziej świadomym biegaczem i że przyczynili się do mojego sukcesu. Cieszę się, że mogłem w tym uczestniczyć i żałuję, że w związku z panującą pandemią treningi zostały zakończone. Mam cichą nadzieję, że przed październikowym startem jednak jeszcze wrócą, najlepiej w takim samym składzie.

Mich

Cardio i spalanie tłuszczu.

Odkąd prowadzimy blog, ćwiczymy i biegamy, wielu naszych znajomych ruszyło tyłki z kanapy. Zaczęły się siłownie, spacery, marszobiegi i pytania. Co robić? Czy ciagle cardio? Jak zacząć biegać? Czy to też cardio? W między czasie przeczytałem na instagramie kolegi pytanie, które również przyczyniło się do tego wpisu, mianowicie : czy Kowalski zaczął chudnąć bo jeżdżąc na rowerze robił cardio, czy dlatego, że w ogóle zaczął się ruszać?

Dobre pytanie prawda? Odpowiedzi mogą być różne, zależą od…. Kowalskiego. Przede wszystkim dlaczego utarło się, że cardio to najlepszy spalacz tłuszczu? Otóż dlatego, że Kowalski robiąc trening aerobowy wykorzystuje tłuszcz i tlen jako główne źródła energii. Ma to sens, robi dużo cardio – pali dużo tłuszczu, czyli chudnie. To się sprawdza oczywiście gdy Kowalski je mniej kalorii niż zużywa. Bo co z tego, że rypnie 60 min cardio, a później zje “trochę więcej” i jego deficyt się wyrówna, czyli nie schudnie.

Co jeżeli jednak Kowalski nie robi cardio? Czy dalej może schudnąć? Oczywiście. Kowalski zaczyna przygodę z bieganiem. Nie wie, że żeby jego organizm spalał tłuszcz powinien biec w tempie aeorobowym, ale mimo tego biega żeby schudnąć. Męczy się, maszeruje, znów biegnie, dyszy, sapie. Nic wspólnego z treningiem aerobowym to nie ma, a chudnie. Dlaczego? Zużywa energię, męczy mięśnie, tworzy dług tlenowy. W organiźmie zachodzą procesy, które będą zużywać energię jeszcze długo po wysiłku (np. regeneracja). No i oczywiście musi szanowny Kowalski jeść odrobine mniej niż potrzebuje.

Więc co Kowalski powinien robić żeby schudnąć? Jeżeli jego waga od dłuższego czasu stoi w miejscu, i zacznie się ruszać niezależnie czy to będzie cardio czy marszobiegi (treningowo zbliżone do interwałów), zacznie chudnąć. Bo jeżeli jego waga stoi, a zacznie w jakikolwiek sposób spalać kalorie – będzie chudł, oczywiście jeżeli będzie jadł tak samo. Ci, którzy się znaja powiedzą, że musi być odpowiedni rozkład makro itd. Oczywiście, macie racje. Można iść od razu do dietetyka, do trenera itd. i zabrać się za to na 100%. Ja na przykładzie Kowalskiego chce pokazać, że żeby chociażby schudnąć, nie trzeba tych specjalistów. Wielu ludzi to zniechęca, a wystarczy ruszyć dupę i popatrzeć na swój talerz. Wracajac do tematu, co Kowalski ma zrobić jak przez ostatni czas jego waga rosła? Wtedy sam ruch może nie wystarczyć. Może być tak, że jego waga po prostu przy większej aktywności fizycznej stanie. Musi wtedy po prostu wyrzucić np. dwie kromeczki z kolacji.

Jak Kowalski powinien zaczać cardio lub bieganie? Jeżeli chodzi o bieganie to chyba większość zaczyna w ten sam sposób tzn. marszobiegi. Przetruchtać ile się da i kawałek się przejść, żeby odpocząć, wielu nowicjuszy sobie nawet z tego nie zdaje sprawy, ale jest to swojego rodzaju interwał. Taki marszobieg powinien Kowalski dostosować do siebie, jeden Kowalski waży 120kg i dla niego na początku 2 km wystarcza w zupełności, inny Kowalski zaś będzie ważył 85 kg i dla niego 5 km nie będzie problemem. Nie ma złotego środka, Kowalski musi patrzeć po sobie. Jeżeli chodzi o cardio, dla jednego może to być szybki marsz, dla innego powolny trucht. Jak Kowalski może to sprawdzić, gdy nie ma odpowiedniego sprzętu? Po pierwsze i właściwie najważniejsze czy możemy rozmawiać? Kowalski powinien być w stanie wypowiedzieć krótkie zdanie, po czym musi zaczerpnąć powietrza, jeżeli jest w stanie rozmawiać cały czas, idzie (biegnie) za wolno, jeżeli zaś jest w stanie mówić tylko po jednym słowie, jest z kolei za szybko.

Chciałbym, żeby ten wpis został potraktowany jako motywacja dla Kowalskiego, żeby Kowalski zrozumiał, że nie trzeba wiele, żeby zmienić tak wiele.

Mich

Pierwszy, drugi, trzeci i czwarty.

Pierwszy od kiedy mamy bloga, drugi w tym roku, trzeci wspólny, czwarty Pat 😉 O czym mowa? O półmaratonie. Tak, Pat ma o jeden na koncie więcej niż ja, w końcu jej przygoda biegowa zaczęła się o wiele lat wcześniej niż moja. Pierwszy mój i pierwszy wspólny zarazem był gdzieś pod wejerlandem, nawet nie pamiętam jakie mieliśmy czasy, pamiętam jednak, że byliśmy na mega kacu. Drugi wspólny tegoroczny w Gdyni, byliśmy całkiem nieźle przygotowani, biorąc pod uwagę że zaczęliśmy w styczniu, a bieg był w marcu, założeniem było zmieścić się poniżej 2:30:00, wyszło po 2:15. Mile nas to zaskoczyło bo treningi biegowe polegały głównie na wybieganiu.

Więc czas na nasz “pierwszy, drugi, trzeci i czwarty” półmaraton. Tym razem Puck. Po ostatnim biegu na 15 km, zadowoleni naszą formą i kolejnym małym sukcesem złapaliśmy chrapkę na więcej. Trafił się Puck, Pat bez zastanowienia wyraziła aprobatę i tak został nam już tylko tydzień. W zeszłym tygodniu zrobiliśmy sobie rozbieganie 15 km z myślą już o półmaratonie. W niedziele planujemy kolejne nieco dłuższe, bo 18-18,5 km. Co do treningów siłowych póki co nie odpuszczamy, ale myśle że we wtorek na 4 dni przed biegiem już odpuścimy. Organizm będzie miał chwilę na regenerację, uzupełnienie glikogenu itd. Podejrzewam, że w środę wyjdziemy potruchtać jakiś krótki dystans w docelowym tempie, tak dla przypomnienia ;).

Co do samego biegu główną zmianą będzie to, że będziemy biec osobno. Do tej pory dłuższe biegi staraliśmy się biec razem, tym razem poczułem przypływ motywacji i chciałbym złamać dwie godziny. Pat zaś ma chrapkę na 2:05. Tempo nie jest szalenie szybkie, kwestia tego czy damy radę je utrzymać przez dwie godziny. Trzymajcie za nas kciuki!!

Mich

Dlaczego tak dobrze, że jesteś?

Przypominam sobie moje biegowo-treningowe początki, kilka dobrych lat temu, żyjąc w związku na pół gwizdka, gdzie wsparcia w tym co robię nie było żadnego. Nie czułem ani motywacji z jej strony, ani pomocy. Byłem w tym sam. Miałem wtedy ogromna motywację, chciałem coś osiągnąć, nie miałem mięśni, kondycja zerowa, w dodatku zalany byłem tłuszczem w 30%. Dla faceta to mega dużo! Zacząłem skrupulatnie szykować posiłki, wszystko ważone, nie ruszałem się bez pudełek z domu. Zacząłem ciężko trenować na siłowni, na podwórku z ketlami i biegać. Jednak nie miałem z kim dzielić swoich sukcesów, ani nie mogłem liczyć na pomoc. Nasze drogi się rozbiegły. Nie szukajcie tu sentymentów, chce pokazać Wam, jak dla mnie bardzo jest istotne jest wsparcie drugiej osoby. Jak wielkie ma znaczenie wspólna pasja.

Praktycznie od początku naszej znajomości z Pat, kiedy zaczęliśmy darzyć się zainteresowaniem, mieliśmy wspólne pasje, może nawet to i ona nas połączyła;). Zawsze też wspieraliśmy się oboje, cieszyliśmy się z naszych sukcesów, nawet tych najmniejszych. Robiliśmy sobie niespodzianki typu jedzenie do pracy ( Pat do dziś wspomina pełnoziarnistą tortillę – nie ma słów by opisać jaka była ohydna ;p) ale starałem się ;))). Trochę to nasze wsparcie sprowadziło nas na złą drogę, bo jak zrobiliśmy sobie dwuletni cheat-day to się też bardzo mocno wspieraliśmy;). Tylko, że w jedzeniu wszystkiego co niezdrowe. 

Pat otrząsnęła się szybciej. Mi się nie chciało, jednak wiedziałem jak ważne jest wsparcie na początku i starałem się zbyt często nie namawiać ją na piwko czy jakieś niezdrowe żarcie. Jak mi poszło? To pewnie opisze Wam Pat. W chwili obecnej czuję, że właściwie to Pat zmotywowała mnie do ruszenia dupy. Zapisywała nas na biegi, od czasu do czasu robiła mi swoje fit jedzenie, wyciągnęła mnie na siłownię, na truchtanie, na długie spacery. Zaczęła robić podwójne fit miseczki dla mnie. Jak to mówią „każda kropla drąży skalę” i jestem – parę kg mniejszy, parę minut szybszy, itd.

Pat głównie odpowiada za nasze jedzenie, staram się jej pomagać jak mogę, ja za to odpowiadam bardziej za nasze treningi. Ona jest tą osobą co mi powie “nie żryj”, ja zaś jestem tą osobą co mówi “dasz radę, jeszcze raz, jeszcze kawałek”. Fajne w nas jest to, że znamy się oboje bardzo dobrze, nasze organizmy też już się chyba do siebie przyzwyczaiły bo mamy w te same dni ochotę odpuścić z miską albo po prostu odpocząć od jakiegokolwiek wysiłku. 

Jeżeli chodzi o treningi przyznam szczerze, że nie lubię trenować bez Pat. Dość często słuchamy i tak muzyki każdy w swoich słuchawkach, ale wystarczy, że Pat jest. Czasami Pat ćwiczy coś zupełnie innego bo ja np. po pracy mam zmęczone nogi i wole odpuścić, a Pat za to ciśnie za dwoje ;). Co do biegania bywa różnie, lubię z nią biegać tylko ciężko nam zgrać wspólne tempo. Jestem szybszy i mam większą wytrzymałość. Pat musi mnie gonić co sprawia, że szybciej się męczy i w rezultacie nie biegniemy razem, bo ja jej ciągle uciekam. Z drugiej strony kiedy ja staram się zwolnić do tempa Pat i jest to dla mnie niekomfortowe. Ciężko to dokładnie opisać, może wyobraźcie sobie, że idziecie na spacer z kimś kto chodzi wolniej niż wy, tak dziwnie nie? Cieszy mnie to, że Pat zaczyna biegać coraz szybciej i już ta granica staje się coraz mniej widoczna. Czuje się nawet z tego tytułu trochę zagrożony (jeszcze mnie prześcignie :P).

Reasumując, myślę że lepiej trafić nie mogłem. Mega fajne jest to, że się tak uzupełniamy w tym co robimy. Mamy wspólne cele i przede wszystkim wspólną pasję. To daje mi pełnie szczęścia w naszym związku. Mam miłość, mam wsparcie, mam motywacje i kogoś z kim mogę przebrnąć przez wszystkie bolączki jak i dzielić radość nie tylko w życiu ale też i w sporcie. Raczej nie będę sportowcem ze złotymi medalami więc dobrze czuć, że w domu czeka na mnie moje podium :).

Mich

Miało być na luzie, ale chyba tak nie będzie…

Pat opisała jak się żywimy, jak wyglądają nasze dania i ich przygotowanie. Wszystko super, zdrowo, różnorodnie czasem szaleństwa glutenowo-alkoholowe, ale….

Zawsze musi być jakieś “ale” prawda? Pat poszła w styczniu do dietetyczki, dostała kilka rozpisek żywieniowych, z których korzystała, a ja przy okazji 🙂 Podłączyłem się bezczelnie do jej jadłospisu i dzięki mnie Pat miała po prostu 2,5 raza więcej roboty 🙂 taki był zamysł: jest zdrowo, jest kilka posiłków dziennie, porcje moje to średnio półtorej lub dwie porcje Pat. W dniu dzisiejszym mam na wadze 5 kg tłuszczu mniej, zostały mi jeszcze 2 kg aby nie mieć nadwagi 😉 Niestety zaczyna iść coraz wolniej, w pracy mam mniej siły, a po pracy zabrać mi się za treningi biegowe to jakiś koszmar. Doszedłem do wniosku, że mam za mało energii, czyli jem za mało. Nie chce eksperymentować i sobie dorzucać na oko po jakimś daniu, bo zaraz zamiast chudnąc zacznę tyć albo w ogóle nic się z moją wagą nie będzie dziać. Więc moje podejście na luzie się skończyło, pogadałem ze znajomym trenerem, policzyłem sobie kcal i teraz przyszedł czas na ważenie. Chce 6 dni w tygodniu przygotowywać sobie dania ważone, z odpowiednią ilością makro, jeden dzień na rodzinny wypad kiedy to będziemy jeść “na mieście”. Myślę, że przy obecnej pracy i treningach ten sposób żywienia będzie miał kluczowe znaczenie. Dopasuje oczywiście wszystko do dań z menu Pat, żebyśmy nie gotowali po trzy obiady dziennie :P.

Dlaczego uciekam w stronę makro? Może to kwestia tego, że mam 11 cm w pasie mniej i nie chce tego zaprzepaścić, może kwestia ambicji, może też kwestia przymusu, żeby prowadzić dalej taki tryb życia po prostu muszę. Może wszystko naraz?

Mich

Jak teraz będziemy trenować?

Pat w końcu powoli zaczyna wracać do biegania, nie na 100% bo jeszcze nie może, ale i tak daje sobie wycisk. Dlaczego zaczynam akurat od tej informacji? Wspólne treningi siłowe, czy też właśnie bieganie weszło mi tak w krew, że jak robię to sam to mi po prostu dziwnie. Cieszę się więc i raduje i tryskam zapałem, że w końcu pobiegamy razem 😉

Myślę, że wszystko się super złożyło w czasie, kilka miesięcy dość mocno przyłożyliśmy się do treningów siłowych. Wyćwiczyliśmy sobie fajną bazę, wzrosła nam ogólna siła, wytrzymałość siłowa, sprawność ogólna. Dodatkowo wrzucałem nam po treningu krótkie interwały zakończone cardio, więc łącznie 1,5-2h treningu poprawiło nam ogólna wydolność. Teraz kiedy Pat może już biegać i nasze ciała są gotowe, chce zacząć wprowadzać elementy treningu, które będą ukierunkowane na bieganie. Od razu powiem, że treningu siłowego nie będziemy odpuszczać całkowicie, bo go uwielbiamy ;).

Żeby przebiec maraton musimy przygotować przede wszystkim nasze ciała do bardzo długiego wysiłku. Więc, żeby zmieścić nasze treningi siłowe w dwóch jednostkach treningowych, będziemy musieli trochę zwiększyć ich objętość (czyli czas treningu). Myślę, że wpłynie to na plus przygotowań pod kątem zwiększania czasu pracy naszych organizmów. Cardio będziemy robić wyłącznie już na bieżni, głównie trucht, chodzenie pod górę chciałbym zminimalizować bądź całkowicie wykluczyć. Co z trzecim treningiem na siłowni? Planuje trening obwodowy z aktywnym wypoczynkiem tzn. Ćwiczenie – aktywny wypoczynek – ćwiczenie – aktywny wypoczynek – …. za aktywny wypoczynek uważam ćwiczenia, które nie są dla nas obciążające np. pajacyki, trucht bokserski czy skręty tułowia w przeskokach. Tutaj wysiłkiem głównym chciałbym, żeby były ćwiczenia dynamiczne – wyskoki na skrzynie, sprinty w miejscu z gumą treningową, półprzysiady z podskokiem itp. Chciałbym dorzucić też ćwiczenia z większym obciążeniem jak np. swingi czy martwy ciąg. Mam już zebraną listę ćwiczeń, musimy wybrać się z Pat i zrobić przykładowy trening i go do siebie doszlifować.

Jeżeli chodzi o dni nietreningowe (czyt. bez siłowni) planujemy jak najwięcej biegać, narazie zwiększać częstotliwość biegów nawet na krótszych dystansach i na niskim tempie, byle żeby w tygodniu czasowo biegać więcej.

Taki mam pomysł na nas i nasze treningi w chwili obecnej. Czuję, że na chwile obecną będzie to dla nas najbardziej korzystnym rozwiązaniem treningowym. Jak wyjdzie w rzeczywistości? Będziemy meldować na bieżąco 😉

Mich

O tym jak się zaniedbałem.

Tak, zaniedbałem się strasznie. Teraz im więcej ćwiczę, im więcej biegam, im bardziej staram się zwracać uwagę na to co robię ze swoim ciałem widzę, że jest dramat. Trochę to zabawne, w końcu się ruszam, wyniki w biegach mimo nadwagi myślę, że są akceptowalne, a jednak widzę, że długa droga przede mną. Nadwaga i słaba mobilność to takie moje dwa największe zmartwienia. O ile moja nadwaga nie jest, aż taka duża i da się z nią żyć, o tyle jednak mobilność woła o pomstę do nieba.

Kilka lat temu pracowałem jako trener personalny, prowadziłem zajęcia “Comando Fitness” i niedzielne Cross-run’y, więc tym bardziej wiem o czym mówię. Po skończonej przygodzie z siłownią i sportem, kiedy zmieniłem branże, totalnie spaliłem za sobą “zdrowe” mosty. Moje jedzenie przez ostatnie lata wyglądało w ten sposób: pierwsze co wpadało do moich ust to była kawa z mlekiem i 3 łyżeczki cukru, i tak w sumie wlewałem ją w siebie do 17-18 godziny, później powrót do domu i obżarstwo, trzeba nadrobić, w końcu cały dzień nic nie jadłem. To doprowadziło mnie do wieku metabolicznego 44 lat, a mam 29… Tłumaczyłem to sobie, chociaż totalnie niezgodnie z moją wiedzą, że przecież pracuje fizycznie to nic mi nie będzie, a jednak. W chwili obecnej mam już mniejszą nadwagę, z racji tego, że dołączyłem się do Pat i staram się jeść w miarę regularnie.

Jeżeli chodzi o moją mobilność, zawsze mogłem się poszczycić pełnym przysiadem tzw. ASS TO GRASS 🙂 faktycznie ta umiejętność mi została, chociaż już jest dla mnie mniej komfortowa niż była kiedyś. Jak już wspominałem wykonuje pracę fizyczną, która wymaga ode mnie w ciągu dnia dużej ilości przysiadów (raczej zejść na kolano), wejść na drabinę, wchodzenie po schodach z ciężkim materiałem itp. Niby fajnie – darmowa siłownia, śmieją się znajomi, ale zapomniałem tu o rozciąganiu, moje mięśnie są tak pospinane, że zacząłem zauważać jak podczas chodzenia idę jedną nogą “bardziej”, a jeden bark cofa się podczas chodu mocniej. Jestem krzywy ;P. Zacząłem ćwiczyć, biegać i znowu to rozciąganie przez ostatnie tygodnie kulało. a to brak czasu. a to zmęczenie, wiadomo zawsze coś. Do czego dążę?, otóż doprowadziło to do bólu kolana, upośledzone mięśnie pośladkowe, zbyt mocno spięty czworogłowy jednej z nóg i awaria gotowa. Podejrzewam, że mocniejsze spięcie mięśnia po jednej stronie wynika z pracy, nie z ćwiczeń, zazwyczaj klękam na jedną i tą samą nogę. Załóżmy 30 klęknięć dziennie, przez 5 dni jest 150, aż dziw, że nie mam ogromnej dysproporcji mięśniowej. Nie zrozumiała jest jednak dla mnie dysfunkcja moich pośladków, są ewidentnie słabe, dziś zrobiłem razem z Pat trening właśnie tych mięśni. Są naprawdę mega słabe, mimo skupienia czułem, że prostownik grzbietu stara się nadrobić i spina się przy niektórych ćwiczeniach, przy innych zaczęły spinać się “czwórki”, jest kiepsko. Na pewno w chwili obecnej będę je traktował priorytetowo, nie chce kolejnych kontuzji, jedno kolano wystarczy.

Zamierzam poważnie podejść do sprawy rozciągania i rolowania, nie raz w tygodniu jak to było zazwyczaj, ale znacznie częściej. Jeżeli chodzi o nadwagę to myślę, że tu nie mam nic do poprawienia, dzięki Pat zawsze mam co jeść w pracy (czasem też sam robię, ale chciałem ją tak oficjalnie docenić i pochwalić 🙂 ), więc tu pozostaje mi tylko wytrwałość w jedzeniu i piciu 🙂

Pamiętajcie, dbajcie o to co wydaję się błahe jak np. rozciąganie. Kontuzji jak widać można się nabawić nie tylko przez brak rozgrzewki czy w trakcie treningu. Ważne jest też to, co robimy po nim.

Mich

Co ja myślę o tym całym żywieniowym szaleństwie.

Nastały czasy, gdzie ludzie zaczynają być bardziej świadomi tego co leży na ich talerzu, co wyciągają z opakowania, co popijają do treningu czy kolacji. Uważam, że za późno stajemy się tego świadomi, niektórzy dopiero wkręcając się w sport, inni niestety gdy dopada ich choroba. W szkole raczej nie przywiązują większej wagi do żywienia, więc dopóki sami się nie zainteresujemy co z czym i dlaczego, jemy po prostu wszystko co nam smakuje.

Największa nagonka jest teraz na gluten, czy słusznie?

Oczywiście, w końcu tak mówi Lewy i Anka 😜  (żartuję, ale tylko z tym Lewym). Jestem zwolennikiem paleo, a bardziej jej odłamem tzw. dietą samuraja, które wykluczają min. gluten . Krótko wprowadzę, paleo opiera się na powrocie do korzeni, tzn. jemy jedzenie zbliżone do pożywienia przodków. Nie popadajmy w skrajność, nikt nie ma iść polować na sarnę, czy królika, ale na bobra jak najbardziej :P. Chodzi o nawiązanie, jemy to co daje nam natura, mięso, jaja, warzywa, owoce, ryby itp. My sportowcy wiemy, że potrzeba nam też energii z węglowodanów, a w paleo ciężko jest wyskrobać odpowiednią ilość tych makroskładników. Warzywa z reguły mają mało węgli, co się przekłada na przymus zjedzenia ich hurtowej ilości, dla przykładu klasyczna paczka ryżu (100g) to ok. 80g węgli, co odpowiadałoby zjedzeniu 800g marchewek. Dlatego przychodzi z odsieczą dieta samuraja, która bazuje na paleo, ale dopuszcza naturalnie bezglutenowe zboża, jak właśnie ryż czy kasza gryczana.

Dlaczego gluten więc nie? Nie będę jako argumentów używać wyników badań, czy super naukowych publikacji. Moim największym argumentem jesteśmy my. Mieliśmy kilka przygód z wyżej opisanym samurajem. Odczucia? Na początku wydają się niezauważalne, bo do wszystkiego jest potrzebny czas, my zaczęliśmy odczuwać efekty po dwóch lub trzech tygodniach, brzuch przestał być wzdęty, lepsze samopoczucie, lepiej się wstawało rano, czuliśmy się rześko i fajnie.  Pat zauważyła znaczącą poprawę stanu cery. W końcu zatęskniło się nam za pizzą, bułeczką z pasztetową i innymi glutenowymi pysznościami. Wtedy właśnie zdaliśmy sobie sprawę, że rzeczywiście nam szkodzi, po takim glutenowym weekendzie, brzuchy zrobiły się nam wzdęte, problemy jelitowe, Pat od razu zauważyła, że jest opuchnięta na twarzy i że stan jej cery się pogorszył. Ja sam czułem się ospały i ogólnie jakiś taki zamulony. Więc chociaż bardzo lubimy świeże bułeczki staramy się ich unikać, oczywiście wszystko jest dla ludzi i raz na jakiś czas nie zaszkodzi, jednak patrząc perspektywistycznie myślę, że gluten jest rzeczywiście niezdrowy. Podobno zdrowy jest chleb żytni na zakwasie, taki prawdziwy, jednak ja kiepsko toleruję pełnoziarniste zboża w każdej postaci, Pat ma tu zdecydowanie lepiej, bo jej nie szkodzi i w dodatku smakuje 🙂

Każdy z nas jest inny i tak jak nie ma złotego środka w treningu, tak również w żywieniu go nie znajdziemy. Patrzcie po sobie, obserwujcie swój organizm jak reaguje na różne pokarmy i myślę, że sami znajdziecie dla siebie odpowiednią drogę 🙂 

Mich

To takie małe oszustwo, czy nie?

Zaczynając biegać ładnych parę lat temu, pojawiały się u mnie bóle kolan. Pogrzebałem, poczytałem, że najzdrowiej biegać na palce/śródstopie. Więc zacząłem…, ale na początku nie było łatwo. Według mnie najlepszym sposobem aby przejść z biegania na piętę na palce/śródstopie było “wsłuchanie” się w bieg i staranie się biec jak najciszej. Drugą metodą dość skuteczną, aczkolwiek hardcorową było ubranie butów z cienką podeszwą i trucht po lesie. Spróbuj wylądować na kamień piętą:) Oczywiście nie polecam tej metody, możecie nabawić się kontuzji i w ogóle nie bierzcie sobie tego do serca :). Fajnym treningiem jest też bieg w tył, z automatu wymusza ruch stopy “na palce”. Dobrze kochani bo się trochę zagalopowałem, a nie o tym miał być ten wpis.

Więc, do czego dążyłem, otóż to moje bieganie na palce wyszło mi na dobre, ulga dla kolan, bioder, pleców. Zaczął się za to ból łydek, oczywiście był on w ramach DOMS-ów ale po wybieganiu odpowiedniej ilości kilometrów całkowicie minął. Ważyłem w tym okresie około 80 kg. Obecnie ważę 93 kg (oczywiście same mięśnie :P) i odkąd zacząłem wracać do biegów moje łydki nie wytrzymują. Teraz wzmacniam je na siłowni dodatkowymi ćwiczeniami. Lekarstwem, mam nadzieję tymczasowym, okazały się opaski kompresyjne na łydki, takie wiecie co dużo ludzi je ma i nie wiadomo czy to potrzebne czy to tylko moda:). Kupiłem na początek najtańsze (nie reklamując, w sklepie sportowym wszystkim znanym na literę D) i uwaga, zadziałały. Moje łydki wytrzymują teraz znacznie więcej, nie męczą się tak szybko. Jedyna wada – Pat się śmieje, że wyglądam jak rugbysta:):);). Aby sprawdzić czy nie jest to placebo, biegam od czasu do czasu bez, pełen motywacji, żeby je schować do szuflady, niestety łydki męczą się szybciej i bolą. Faktycznie producenci i badania przez nich publikowane wskazują, że używanie tego typu kompresji wydłuża czas biegu. Mam jednak nadzieje, że przyjdzie taki moment, że się ich pozbędę.

Tak więc czy taki rodzaj wsparcia, jest jeszcze wsparciem? Czy może już raczej małym oszustwem?

Mich

Co ten YouTube tu robi?

Nasz spacer po półwyspie

Jak zdążyliście już pewnie zauważyć (o ile lubicie poszperać ;)), na naszym blogu znajdziecie zakładkę YouTube. Czy Vloga też prowadzimy? Nie, nie, nie, ledwo co nas czytać można, a co dopiero słuchać, narazie Wam tego oszczędzimy 😜

Jednak możecie na nas popatrzeć, znajduje się tam kilka filmików z naszych wycieczek, spacerów itp. Wszystko jest moją małą, skromną twórczością. Odkąd jestem szczęśliwym posiadaczem kamerki GoPro, odnalazłem swoją drugą pasje. Pełna amatorszczyzna, ale przyjemność na najwyższym poziomie.

Pierwsze filmiki jakie tam znajdziecie nagrywałem starym modelem hero 3, a od zeszłego roku, za sprawą mojej ukochanej Żony, zostałem posiadaczem najnowszego modelu hero 7. Dokupiłem odpowiedniego gimbala i różnice widoczne są gołym okiem. Uwielbiam to! Z każdym filmikiem czuję się krok dalej. Lubię nagrywać przede wszystkim w ruchu, biegające psy czy narty są do tego doskonałe. Nie zawsze od samego początku mam pomysł i konkretną wizję, głównie inspiracji szukam w muzyce – bo to pod nią głównie składam filmiki. Czasem usłyszę jakiś utwór i już moja wyobraźnia zaczyna szaleć, wtedy tylko czekam na okazję, żeby coś nagrać.

Następnym etapem w mojej „karierze” scenarzysty, reżysera, producenta i montażysty, jest inwestycja w lepszy komputer (mój ma wbudowane slow-motion chyba na stałe ;p), a może nawet i dron?

Zapraszam na kanał YouTube

https://www.youtube.com/channel/UCBbhjmyNTa8WjcV958Kj52g

Mich